Dziewięć rzeczy, których nauczyłam się od Walta Disneya

Dziewięć rzeczy, których nauczyłam się od Walta Disneya

1. Opieraj się na swoich mocnych stronach. Znajdź współpracowników, który mają mocne strony tam, gdzie Ty masz słabe. 2. Nigdy, nigdy, nigdy nie przestawaj marzyć. 3. Wytrwale dąż do celu. Nawet, jeśli dotarcie do niego zajmie 30 lat. 4. Rozwijaj swoje pasje 5. Ucz się na błędach 6. Kiedy trzeba, działaj jak partyzant 7. Zaprojektuj wyjątkowe doświadczenie klienta 8. Zadbaj o sprzedaż i dystrybucję 9. Pamiętaj o...
Koliber i pułapki myślenia

Koliber i pułapki myślenia

Był jeden z upalnych dni, jakich tego lata nie brakowało. Siedziałam na tarasie. Coś zaczęło latać nad pelargoniami. Jakby bąk albo szerszeń. Tylko większy. Wróciłam do lektury książki. Po jakimś czasie przyszedł A. Spojrzał na to latające coś i oznajmił, że to koliber. No rzeczywiście. Dlaczego wcześniej sama na to nie wpadłam? Przecież już widziałam kolibry. Powinnam je sama rozpoznać. No, a że upały jak w Afryce, więc pewnie i koliber mógł tu zabłądzić. Pomyślałam, że moje oczy są ograniczone tym, co wiem (nie ma kolibrów w Polsce), więc nie mogły zobaczyć prawdy. Odkrycie nas zafascynowało. Przez dwa dni chodziliśmy z aparatem i telefonem i łapaliśmy coraz lepsze ujęcia naszego kolibra. Pojawiał się rano i wieczorem. Czasem były dwa. Zawisał przy kwiatach i spijał z nich nektar. Skrzydełkami ruszał tak szybko, że nawet na filmie w zwolnionym tempie były ledwie widoczne. Myślałam sobie, że napiszę o tym naszym odkryciu także Wam z przestrogą, żeby to, co wiecie nie zasłaniało wam tego, co widzicie. Już nawet miałam gotowe zdjęcie: I wtedy postanowiłam sprawdzić jak to jest z tymi kolibrami w Polsce. Nie, żebym miała wątpliwości. Liczyłam na to, że ktoś już się zetknął z tym zjawiskiem i wyjaśni mi skąd się tu wzięły. Wrzuciłam polskie kolibry do Googla. I rzeczywiście. Ktoś zetknął się. Nawet kilku ktosiów. I zdjęcia zrobili. I opisali sprawę tak: to fruczak gołąbek (Macroglossum stellatarum) – ćma występująca w Polsce, przypominająca swoim zachowaniem kolibra. Unosi się nad kwiatami i spija ich nektar. Czar prysł. Ćma, to jednak nie koliber. Jeśli interesuje Cię jak Twój własny umysł robi Cię czasem w balona, to szczerze polecam Ci lekturę dwóch...
Trzy źródła pomagające stworzyć firmę marzeń.

Trzy źródła pomagające stworzyć firmę marzeń.

Podcasty to audycje audio, które możesz słuchać gdzie chcesz i kiedy chcesz. Uwielbiam je. Możesz słuchać ich na swoim telefonie (np. korzystając z aplikacji Podcasts) lub na stronie www. I szczerze pisząc, mogłabym słuchać ich całymi dniami. Uwielbiam korzystać z nich w długich samotnych podróżach, na spacerach i gdy jestem zbyt zmęczona, żeby czytać. Dzisiaj chcę się z wami podzielić trzema, które są kopalniami wiedzy dla każdego, kto marzy o własnej firmie. I chce się dowiedzieć od mistrzów co zrobić, by osiągnąć sukces. 1. How to Start a Startup Dwadzieścia wykładów,  które odbyły się jesienią 2014 roku na Stanfordzie. Szkoła dla startupów zorganizowana przez Y Combinator. Wyjątkowi wykładowcy, wśród których byli założyciele takich firm jak Asana, Paypal, Netscape, Box, LinkedIn, AirBnB czy Pinterest. Sami praktycy (a do tego multimilionerzy i miliarderzy), którzy osiągnęli w biznesie sukcesy, o jakich inni marzą. Y Combinator stworzył nowy model inwestowania w firmy na wczesnym etapie rozwoju.  Od 2005 roku zainwestował w 800 startupów. Te, które istnieją do dzisiaj, warte są w sumie 30 miliardów dolarów. [Szczęka opada!] Super jest to, że dzielą się wiedzą uzyskaną przez te lata. I jest to wiedza oparta na faktach (np. to, że większą szansę na sukces mają firmy, które mają dwóch założycieli). Moim ulubionym jest wykład nr 5 – Petera Thiela. Założyciela PayPal’a i Palantira, inwestora m.in, w Facebooka i AirBnB. Oprócz wersji audio, dostępne są także wykłady w wersji video, notatki z wykładów, lista lektur i inne zasoby. Prawdziwa kopalnia wiedzy. 2. Seth Godin’s Startup School with Seth Godin Jeśli jeszcze nie znacie Setha, to sięgnijcie po dowolną jego książkę lub poczytajcie blog, na którym codziennie dzieli...
Czego nauczyłam się od #SZEFOWEJ?

Czego nauczyłam się od #SZEFOWEJ?

Pierwszą rzeczą, jaką sprzedaje w Internecie, jest skradziona książka. Osiem lat później ma firmę o obrotach ponad 100 mln dolarów. Sophia Amoruso. #GirlBoss. #Szefowa. Mało jest kobiet w biznesie, które budują firmy warte miliony zanim skończą 30 lat. Sophia Amoruso zrobiła to, zaczynając od sprzedaży używanych ciuchów na eBay’u, a potem tworząc @NastyGal. O swojej drodze od freeganki do CEO napisała książkę #GirlBoss, czyli #Szefowa. Książka ma dwie warstwy. W pierwszej z nich Sophia opisuje rozwój firmy, którą stworzyła. Od sprzedaży używanych ciuchów na eBay’u do modowego imperium z wierną rzeszą fanek. Pracowała dużo, bardzo dużo i jeszcze więcej. Kierowała się prostą zasadą, żeby sprzedać drożej, niż się kupiło. Od początku postawiła na dobre zdjęcia, wyjątkowe stylizacje i sprawdzanie, co najbardziej podoba się klientkom. Uwielbiała adrenalinę towarzyszącą obserwowaniu swoich aukcji. Na przykład znajdowała w sklepie z używaną odzieżą żakiet Chanel, za który płaciła 8 dolarów. Podawała 9,99 jako cenę początkową aukcji, a sprzedawała za ponad półtora tysiąca. Kiedy nie zajmowała się wyszukiwaniem ubrań, siedziała przed komputerem dodając znajomych do swojego konta na MySpace.com. To były początki mediów społecznościowych i niezwykła okazja dla Sophii, żeby być blisko swoich klientek i mieć darmowy marketing. Po każdej aukcji wrzucała o niej informację na MySpace i robiła wpis na blogu. Odpowiadała na wszystkie komentarze. Sesje zdjęciowe robiła przed domem, modelkom płaciła kupując im hamburgera. Sama robiła stylizacje i obróbkę zdjęć i opisywała ubrania z uwzględnieniem wszystkich skaz. „Stanowiłam jednoosobową linię montażową”. Tak było przez półtora roku działania na eBay’u, dopóki nie zawiesili jej konta. Wtedy była już gotowa działać samodzielnie. 13 lipca 2008 roku ruszyła Nasty Gal Vintage. Cały towar został sprzedany jednego...
Kwestia nastawienia

Kwestia nastawienia

Jakiś czas temu byłam w radiu, żeby opowiedzieć o Klubie Przedsiębiorczych Mam. W czasie tej rozmowy zauważyłam, że moje postrzeganie świata wyraźnie różni się od tego, jak go widzi mój rozmówca. On mówił o braku żłobków i przedszkoli, kulturowych normach zmuszających mamy do siedzenia w domu z dzieckiem, braku perspektyw. Ja skupiałam się na przedsiębiorczości i proaktywności, szukaniu możliwości, tworzeniu sobie sieci wsparcia. Miałam wrażenie, że mój sposób myślenia jest jakby z innego świata. Takiego w którym dominuje obfitość, a nie brak. Gdzie nie marnuje się czasu i energii na narzekanie, ale stawia cele i krok po kroku je realizuje – w ramach tego, co możliwe w danej sytuacji. Gdy myślę o świecie przez pryzmat obfitości, zaczynam inaczej postrzegać rzeczywistość. Na przykład zamiast problemów skupiam się na szukaniu rozwiązań. Koszty stają się inwestycjami. W miejsce ryzyka pojawiają się możliwości, a zamiast ograniczeń pojawia się kreatywne działanie w ramach tego, na co mam wpływ. Co mi daje taki sposób myślenia? Działanie, zamiast narzekania. Odzyskiwanie mocy. Budowanie poczucia wpływu na swoje życie....